Milena Stryjewska, Galeria XX1, Mazowiecki Instytut Kultury w Warszawie – podcast festiwalowy

31.10.2025, godz. 17:10

Cztery lokalizacje, cztery zespoły, jedna wspólna praca na rzecz dostępności. Tak można podsumować wystąpienie przedstawicielek galerii Mazowieckiego Instytutu Kultury w czasie pierwszego dnia Festiwalu Kultury bez Barier. Dla nas nie ma już innej drogi, dostępność to  DNA naszych wystaw – podkreśla Milena Stryjewska z Galerii XX1.

Wysłuchaj podcastu na YouTubie, lub przeczytaj transkrypcję poniżej!

MILENA STRYJEWSKA: Milena Stryjewska, pracuję w Galerii XXI. głównie zajmuje się produkcją wystaw i ich kuratorowaniem. 

ROBERT: Prezentowaliście się wy między innymi, jako pracownice – tutaj były same kobiety –  na samym początku Festiwalu Kultury bez Barier i opowiadałyście o dostępności. Pamiętasz pierwszą wystawę, którą zrobiłaś jako dostępną? 

MILENA: Tak, pamiętam. To był w ogóle pierwszy moment, w którym ja też przyjęłam na siebie taki duży projekt, Festiwal Sztuk Wizualnych Relacje. To była wystawa, która odbywała się w Mazowieckim Instytucie Kultury, obecnie w Galerii Elektor. I to było takie pierwsze moje samodzielne zlecenie. Chciałam bardzo do tego podejść profesjonalnie i pamiętam, że już wtedy u nas Magda Ptak była koordynatorką. Umówiłam się z nią na spotkanie, podpytałam się, jakie są praktyki, tropy, wskazówki, jak można by było wystawę zaaranżować tak, żeby ona była dostępna. 
Wtedy jeszcze nie mówiło się aż tak dużo o tłumaczeniu na polski język migowy czy robieniu jakiejś audiodeskrypcji, ale na przykład wtedy już zapamiętałam to, żeby aranżować przestrzeń tak, aby ona nie miała żadnych pułapek związanych z poruszaniem się dla różnych osób, odpowiedniej odległości, brak ostrych krawędzi na wysokości głowy czy brak takich bardzo niskich jakichś progów, które by utrudniały podchodzenie do prac. Jasne oznaczenia, prosta komunikacja. Więc to były takie pierwsze rzeczy, które wokół wystaw odnośnie dostępności były gdzieś w granicach moich możliwości.

ROBERT: Brzmi to wszystko znakomicie. Który to był rok? 

MILENA: Dobre pytanie. 2017 albo 2018, nie pamiętam dokładnie.

ROBERT: To już parę lat minęło. A pamiętasz, dla kogo wtedy zrobiłaś tę dostępność? 

MILENA: To były właśnie głównie osoby poruszające się na wózkach i to też były głównie osoby z niepełnosprawnością intelektualną, ale było to już bardziej kierowane do konkretnej grupy. Bo wtedy miałam przyjemność zawrzeć relacje z grupą osób z OWIRON-u. Siedziba ośrodka jest tutaj na Muranowie, więc oni mają dość blisko do nas.
Wtedy przygotowywaliśmy serię takich materiałów, które są w zakresie czucia i rozumienia na tyle atrakcyjne, żeby te osoby miały frajdę po prostu z przebywania na wystawie. 

ROBERT: To odbijamy się do roku 2025. Jak to wygląda teraz? Macie kilka siedzib, kilka galerii, co roku kilkanaście wystaw pewnie. Każda jedna jest dostępna? 

MILENA: Nie, to nie da się zrobić niestety tak, że każda jedna jest dostępna. Zawsze tak naprawdę w Mazowieckim Instytucie Kultury były cztery albo nawet więcej galerii. Natomiast każda z tych galerii ma swój własny autonomiczny zespół, swój własny autonomiczny program, ale myślę, że równolegle nasze zespoły rozwijały się w zakresie tej dostępności.
Ostatnie lata pokazały nam np. to, że możemy się wzajemnie wymieniać tymi doświadczeniami, że np. Ania w Galerii Test znalazła nowe narzędzia do robienia audiodeskrypcji, do szybszego pod kątem technicznym spisywania transkrypcji itd.
Dzieli się tym z nami. My z kolei mamy tutaj np. doświadczenie w zakresie sieci kontaktów i współprac, którą sobie udostępniamy, więc rzeczywiście dzielimy się bardzo dużo swoim doświadczeniem.
Dużo tego doświadczenia było wypracowywane po prostu od testu do testu, więc tak naprawdę zdobywałyśmy tę wiedzę w działaniu. Dużym wsparciem też zawsze jest Magda Ptak – jak nie wiem, co mam zrobić, to pierwsza osoba, do której idę, to jest Magda. Magda mi albo powie wtedy: zrób tak, albo powie, że nie wie, ale wie, do kogo się wtedy odezwać i odzywamy się do tych konkretnych osób. No i tak, staramy się robić tę dostępność na wielu polach. 

ROBERT: No to dla kogo pracujecie? Kogo zapraszacie do siebie? 

MILENA: Wszystkich. wszystkich, wszystkich. W sensie, staramy się nie dzielić na konkretne grupy, że mamy tu głuchych, mamy tu niewidomych, mamy tu osoby poruszające się na wózku i tylko do nich kierunkowo działamy, tylko rzeczywiście – to, co było też na festiwalu, projektowanie uniwersalne. Robimy tak, żeby niezależnie od tego czy to jest senior, dziecko, osoba, która skończyła tylko podstawówkę, czy osoba, która jest nadwrażliwa sensorycznie, żeby każda z tych osób mogła znaleźć jakiś obszar – chociażby obszar, jeśli nie cała wystawa, to chociaż jakiś mały wycinek tej wystawy, który będzie dla niej atrakcyjny i w którym będzie czuła, że to było dobre i wartościowe przeżycie. 
Korzystamy z przeróżnych rozwiązań, nie zawsze wszystkie te rozwiązania jesteśmy w stanie wdrożyć podczas danej wystawy. Mamy małe, kameralne siedziby, mamy też dość kameralne budżety, zazwyczaj działamy w zdecydowanie mniejszej skali. Więc ja też korzystając z tego, że mam głos teraz tutaj i mikrofon, serdecznie zapraszam wszystkich państwa do tego, żeby do nas przychodzić i nawiązywać z nami relacje. My też się staramy to robić i myślę, że w takich małych miejscach właśnie, galeriach, które mają jedną przestrzeń, mają mały trzyosobowy zespół, o wiele łatwiej nam jest zbudować tę komunikację, bezpośrednio ze sobą porozmawiać, dowiedzieć się znacznie więcej wzajemnie od siebie, niż przechodząc jako masowy widz po wielkim muzeum czy po wielkiej galerii. I do tego absolutnie zachęcam.

ROBERT: To wy robicie, to wy w razie czego nadrabiacie braki techniczne, wy same sobą? 

MILENA: No tak, tak, bo rzeczywiście zaplecza technicznego szczególnie dużego nie mamy. Na szczęście tutaj MIK jako siedziba ma na przykład na stałe pętlę indukcyjną, ma na stałe wyposażenie, które jest w magazynach. My funkcjonując w małych przestrzeniach, w kamienicach, czy to na Marszałkowskiej, czy tutaj na Jana Pawła, czy to na Foksal, funkcjonujemy w przestrzeniach, które są podnajmowane przez MIK, dla MIK-u, więc nie do wszystkich tych terenów mamy dostęp. Nie mamy tego miejsca, żeby to trzymać. Więc musimy też być bardzo elastyczne i na tyle otwarte, żeby móc zaproponować coś alternatywnego i spróbować też zaproponować coś, co nie wymaga aż takiego dużego nakładu, czy to sprzętu, czy to finansów, czy to zasobów ludzkich. 

ROBERT: Pamiętasz coś, co tak się wdarło do twojej pamięci i wiesz, że jeszcze długo będzie mieszkało w tobie, jeżeli chodzi o zapewnianie dostępności? Może jakieś zwiedzanie, może jakaś rozmowa, może jakieś wyzwanie, cokolwiek? 

MILENA: Pamiętam pierwszą scenę – to była ta pierwsza wystawa, którą robiliśmy i to był pierwszy moment, że ja tak poczułam, jak szalenie to jest ważne. Przyszła właśnie ta grupa osób z niepełnosprawnością intelektualną. To była dziewczyna, która miała zespół Downa i dodatkowo jeszcze była głucha i bardzo trudno było się z nią skomunikować, więc ja ją wzięłam za rękę i dotykałyśmy każdej z tych prac. Część z tych prac wibrowała, to była taka instalacja Martyny Poznańskiej, wibrujące kamienie. A ona była głównie akustyczna, bo było słychać to trzeszczenie, takie nieoczywiste dźwięki, ale przez to właśnie, że to była fala i trzeszczenie tych kamieni, one się poruszały, to jak się dotykały, to ono wibrowało. I po prostu widziałam to, co ona przeżywała na twarzy, jak chodziłyśmy, dotykałyśmy tych prac. Zrobiłyśmy to trochę nielegalnie [śmiech], ale to było fantastyczne doświadczenie. I myślę, że to jest taki rodzaj wspomnienia, który na długo mi zapadnie w głowę. Ale też jest dużo takich wątków do rozwijania się gdzieś tam wewnętrznie, w kontekście wielu rzeczy, które nie wyszły. Megaciekawe dla mnie było to, jak się nie sprawdziły na przykład kamizelki haptyczne. Że to jest doświadczenie, które jest przede wszystkim ciekawe dla osób słyszących, a niekoniecznie dla osób głuchych. I to w ogóle nie jest żadnego rodzaju alternatywny dostęp za bardzo dla nich. To oczywiście zależy też od różnych postaci, osobowości, bo wiadomo, że generalnie każdy z nas ma inaczej, ale to było dla mnie ciekawe. A teraz na przykład chciałabym bardzo się zastanowić nad tym, jak doświadczenia VR-owe mogą stać się dostępne.

ROBERT: Jeszcze nie wiem, ale jak się dowiesz, to poproszę koniecznie. A powiedz mi, bo to mnie troszkę zaintrygowało, ten nielegal. Dużo jest nielegalu w dostępności? Wielokrotnie trzeba przekraczać granice, czy wcale nie aż tak bardzo? 

MILENA: Nie, myślę, że nie ma wcale aż tak dużo tego nielegalu. Wtedy to zrobiłyśmy na takiej zasadzie, że to była potrzeba chwili. Nie wiedziałam, co zrobić, więc to była pierwsza moja reakcja. Ale na przykład ostatnia wystawa, która była u nas: Jan Musiałowski, wielkie, ogromne kamienne rzeźby i zasadniczo wykonane w takiej… Nie tylko kamienne, ale też metalowe, wykonane w takiej bardzo precyzyjnej technice. Bardzo też wrażliwe na dotyk, a jednak artysta powiedział, że pod opieką one mogą być dotykane. I na przykład warsztaty, które były robione z Wielozmysłami dla osób niewidomych – wszystkie osoby mogły tego dotykać. Popatrzeć na te rzeźby za pomocą dotyku i realnie doświadczyć chropowatości tego materiału i takiej skrupulatności wykonania, którą bardzo trudno jest opisać słowem, a mogliśmy to zaoferować tym dotykiem. I artysta był jak najbardziej na tak.

ROBERT: Milena, to jeszcze jedno pytanie, tak już podsumowujące. Czym teraz dla was jest dostępność? Wyzwaniem, zagadką, oczywistością? 

MILENA: Nie, no na pewno oczywistością to jeszcze nie jest. Myślę, że to jeszcze daleko do tego, jeszcze daleko. Dla mnie jest to sposób myślenia chyba o produkcji wystaw. Nie tylko wystaw, zresztą w ogóle o produkcji wydarzeń. Jest to też element do komunikowania się, jakiś rodzaj takiego narzędzia do komunikowania się z odbiorcami.
Jest to coś, co powinno leżeć od samego początku, od pomysłu, od idei i pojawiać się na każdym etapie realizacji naszych zadań, w sensie być weryfikowane i sprawdzane. No i to pozwala stworzyć coś, co jest później wiarygodne w odbiorze dla odbiorcy. Bo ta kategoria, która dla mnie osobiście jest najistotniejsza w sztuce, to jest ta szczerość, autentyczność z poziomu artysty, który tworzy. I ona też powinna być od nas, jako osób, które zapewniają dostęp wszystkim, też zbudowana na filarach autentyczności i wiarygodności.

ROBERT: Fantastyczne. A dostępność, przynajmniej w takim twoim rozumieniu, wybacza błędy? 

MILENA: No tak, myślę, że tak, bo inaczej bym tu nie pracowała. [śmiech] Nie no, to oczywiście żarcik, ale bardzo dużo błędów popełniałam po drodze. Myślę, że każdy też z MIK-u by tak powiedział. Ale to tylko świadczy o tym, że rzeczywiście to staramy się robić.