Marta Elson, Jakub Hus-Kozłowski z Działu Obsługi Publiczności w Mazowieckim Instytucie Kultury w Warszawie – podcast festiwalowy

31.10.2025, godz. 17:10



Dostępność to jeden ze znaków rozpoznawczych Mazowieckiego Instytutu Kultury. Tak o likwidowaniu barier i otwieraniu się na widzów ze szczególnymi potrzebami mówią sami pracownicy MIK, którzy pierwszego dnia Festiwalu Kultury bez Barier prezentowali swoje dokonania. Już sam fakt, że jesteśmy to przejaw dostępności – mówią Marta Elson i Jakub Hus-Kozłowski z Działu Obsługi Publiczności.

Wysłuchaj podcastu na YouTubie, lub przeczytaj transkrypcję poniżej!

MARTA ELSON: Cześć, Marta Elson, pracuję w Mazowieckim Instytucie Kultury w Dziale Obsługi Publiczności. 

KUBA HUS-KOZŁOWSKI: Cześć, Kuba Hus-Kozłowski, również pracuję w Dziale Obsługi Publiczności w MIK-u.

ROBERT WIĘCKOWSKI: Wy jako pierwsi spotykacie się z widzami, którzy przychodzą do MIK-u, także z widzami z niepełnosprawnością. Drży wam serce, kiedy wchodzi ktoś, kto miga albo ktoś, kto nie widzi?

MARTA: Za każdym razem, chociaż jest to już mniejsze drżenie. I przyznam się, że ja nie odróżniam, czy to jest osoba z niepełnosprawnością, czy ze sprawnością. Dla mnie każda osoba, która do nas przychodzi, może być dla nas wyzwaniem. 

KUBA: Dla mnie to już nie jest ten moment, kiedy drżę. Chociaż jak zaczynałem tutaj pracę, to rzeczywiście, kiedy ówczesna kierowniczka Magda Ptak – i też koordynatorka dostępności – powiedziała mi, że właśnie w MIK-u bardzo zwracamy na to uwagę i pokazała mi, jakie mamy dostępności, to miałem takie: o Boże, jak ja to ogarnę? Kiedy ja to ogarnę i w ogóle jak tutaj funkcjonować z tym wszystkim? A teraz już weszło mi to tak do krwiobiegu, że wszystko na luzie. 

MARTA: Ja pierwszą styczność z taką dostępnością, a właściwie ze szkoleniem dostępnościowym, miałam jeszcze w moim poprzednim miejscu pracy, czyli w TR Warszawa. Tam zresztą spotkaliśmy się po raz pierwszy. To było już bardzo dawno temu i przyznam się, od tamtego momentu do dziś to jest jak dosłownie niebo a ziemia. I myślę, że te postępy z każdym dniem czy z każdym miesiącem, z każdym szkoleniem są coraz większe. Tak, codziennie uczymy się czegoś nowego i osoby, które do nas przychodzą, pomagają nam właśnie uczyć się tych nowych rzeczy. 

ROBERT: Macie poczucie, że wiecie już wszystko? 

KUBA: Absolutnie nie!

MARTA: Nie.

KUBA: Nie ma takiej opcji, ale ja czuję się już bardzo pewnie w tematach dostępnościowych. I to jest, myślę, zasługa dosyć dużej ilości szkoleń i też współpracy między innymi z Fundacją Kultury bez Barier, która jest dla nas dużym wsparciem. No i też chyba tej misji Instytutu, że robimy te wydarzenia dostępne i myślimy właśnie o tych dostępnościach szerzej, no i żeby to było z nami tak naprawdę cały czas. 

MARTA: A ja dodam nieskromnie, że to jest też, myślę, zasługa naszej empatii, naszego wyczucia, zrozumienia. I to też dużo daje w takiej codziennej naszej otwartości, dostępności w stosunku do każdego, do każdej osoby, która tutaj przychodzi. 

ROBERT: Tak sobie myślę, że jak człowiek zaczyna pracować w dziale obsługi publiczności i podejmuje taką decyzję, to chyba musi lubić kontakt z drugim człowiekiem, co? 

KUBA: Szczerze, ja póki co myślę tylko o pracy, która opiera się na kontakcie bezpośrednim z ludźmi. Ciężko chyba byłoby mi przejść do pracy w stu procentach biurowej i być tak odizolowanym. Jednak to, że ten człowiek przychodzi, coś się dzieje, to jest jakiś taki motor napędowy do tego wszystkiego, więc tak. 

MARTA: Tak, dla mnie również jest to… Na pewno będąc tutaj i mając kontakt z tyloma ludźmi, w domu często mówię: dzisiaj jestem zmęczona i proszę o spokój, ponieważ muszę się wyciszyć i pobyć trochę ze sobą. Bo już mam po prostu nadmiar bodźców i nadmiar takiej obecności innych osób.

KUBA: Tak, to prawda. Ja mam podobnie. Po prostu czasami musi być ten moment, kiedy jestem sam tylko dla siebie, ale potem przychodzę tutaj znowu i jest okej. 

ROBERT: Na co mogą liczyć widzowie ze szczególnymi potrzebami, gdy spotkają się z wami? W czym im pomożecie? 

KUBA: Tak naprawdę od samego wejścia już jesteśmy instytucją dostępną architektonicznie, więc można skorzystać z podjazdu przy budynku. Do samego budynku ze stacji metra, z przystanków prowadzą linie naprowadzające. Zaraz po wejściu – nawet pomimo tego, że budynek jest zabytkowy i na przykład drzwi wejściowe są stare i ciężkie, to jest dzwonek, który przywołuje pomoc przy otwarciu tych drzwi. Następnie na wejściu w punkcie informacyjnym jest stanowiskowa pętla indukcyjna, jest możliwość połączenia się z wideotłumaczem polskiego języka migowego. Jest dostępny przedprzewodnik, który mówi tak naprawdę o wszystkich dostępnościach, o tym co w MIK-u się znajduje.
Są też to totupointy, sala widowiskowa jest wyposażona w pętlę indukcyjną taką stałą, więc tych dostępności jest masa. Plus strefa ciszy. No i też osoby, które pracują w punkcie, są przeszkolone w tym kierunku, żeby takie osoby wspomóc i umilić jak najbardziej wizytę u nas. 

MARTA: Potrafimy rozmawiać w języku angielskim, koleżanka potrafi w języku rosyjskim, plus myślę, że uśmiech szeroki też jest taką dostępnością pierwszą, którą ofiarujemy.

ROBERT: Ja nie mogę nie zadać tego pytania, bo o tym słyszałem. Czy jesteście w gronie osób, które uczą się też migowego? 

KUBA I MARTA: Tak!

KUBA: Tak, dokładnie. Właśnie chciałem powiedzieć, że co prawda na razie początkujące A1…

MARTA: Bardzo silnie przemy do przodu!

KUBA: Pierwsze zwroty grzecznościowe w języku migowym i jakieś zwierzątka to już zamigamy.

ROBERT: A co jest dla was największym wyzwaniem? 

KUBA: Wyzwaniem największym – chyba sprostać każdemu, żeby każdy miał tę obsługę na tym samym dobrym i wysokim poziomie. No też, żeby dostrzec te osoby, które mogą czasami… Ja nie chcę powiedzieć, że one może nie chcą, ale może troszkę się wstydzą.

MARTA: Tak.

KUBA: Żeby po prostu te osoby – tak się nimi zaopiekować, nie zwracając na nie uwagi innych osób. No to trzeba mieć to wyczucie, to jest jakaś taka cecha nasza wyuczona albo też wrodzona, którą mamy i staramy się jej używać.

MARTA: Jest to ważne, żeby każdy właśnie czuł się tutaj dobrze. Co jest trudne, bo wiadomo – ludzie przychodzą z różnymi problemami, humorami, z nieśmiałością, a my staramy się jednak, żeby faktycznie poczuli się tutaj dobrze i żeby zapamiętali to miejsce jako takie, do którego mogą wrócić i będzie wspaniale. 

ROBERT: A wspieracie się nawzajem? Kiedy Marta widzisz, że Kuba już nie da rady, albo ty Kuba, że Marta już jest na granicy? 

KUBA I MARTA: Tak!

KUBA: Mamy taką umowę, że po prostu jak już któreś z nas jest w jakichś totalnych emocjach, to idzie po kawę i może liczyć na wsparcie tutaj na dole. „Idź, odpocznij, odetchnij”. Albo nawet: „idź do strefy ciszy, naświetl się lampą i wróć, jak już będziesz gotowy”.

MARTA: Tak, staramy się też, kiedy mamy wydarzenia, gdzie będzie więcej osób, być przynajmniej we dwójkę. Czasami są potrzebne nawet trzy osoby. I to powoduje, że faktycznie nawet te stresowe sytuacje są bardziej do rozwiązania i potrafimy z nimi sobie dać radę wspólnie. 

KUBA: Zresztą każdy z nas też uzupełnia się, bo tych wydarzeń w MIK-u jest masa, każde z nich jest inne. Więc jedno z nas bardziej pamięta szczegółowe informacje o jednym wydarzeniu, drugie o drugim, więc jak ktoś przychodzi, chce informacji, to wymieniamy się po prostu też między sobą. No bo ciężko zapamiętać wszystko naraz plus jeszcze obsługiwać dane wydarzenie, więc bardzo się wspieramy.

MARTA: Każdy z naszej trójki jest też inny, jeżeli chodzi o takie po prostu cechy ludzkie, ale też mamy inne umiejętności. Jedna osoba jest bardziej techniczna, druga bardziej wygadana i to się naprawdę świetnie sprawdza w takiej pracy z ludźmi, którzy też są przeróżni. ROBERT: Dostępność z waszej perspektywy jest trudna? 

MARTA: Myślę, że długo można byłoby w ten temat rozwijać, bo tak jak tutaj zauważamy, dostępność to jest właściwie wszystko, co tu się dzieje. Od dostępnej informacji, poprzez to, że jesteśmy my, nasz punkt – to już jest dostępność. Gdyby go nie było, nasz Instytut byłby zdecydowanie mniej dostępny.
To, że my jesteśmy, to, jak odpowiadamy, jak opiekujemy się ludźmi, którzy tutaj przychodzą, jak wskazujemy drogę – to wszystko jest naprawdę jak ogromna księga, do której czasami jest problem, żeby dopisać kolejny rozdział, ale my to staramy się robić. Wydaje mi się, że tak, jest to trudne, dlatego że ludzie są różni. 

ROBERT: A jest potrzebne, potrafi sprawić radość?

MARTA: I satysfakcję. 

KUBA: Bardzo, bardzo. Radość, dużo radości przynosi nam robienie tych wydarzeń dostępnych, w sumie wszystkie wydarzenia w MIK-u są w jakiś sposób dostępne, jakaś dostępność jest zawsze. Jest to duża frajda też dla nas, bo możemy się w jakiś sposób wykazać, możemy się tym pochwalić, że takie wydarzenia mają takie dostępności, różne wydarzenia mają różne dostępności. Więc tak, nie jest to proste, ale daje dużą satysfakcję.